Przemoc ekonomiczna

Anna jest mężatką od 22 lat. Ma 3 dzieci, najmłodszy syn ma 8 lat. Z wykształcenia jest ekonomistką, jednak po urodzeniu pierwszego dziecka nie wróciła już do pracy w korporacji. Mąż dobrze zarabiał i oboje uzgodnili, że lepiej będzie, jeśli zostanie w domu i zajmie się dziećmi. Kilka lat temu doszła do wniosku, że chce wrócić do aktywności zawodowej i zrobiła kurs projektowania wnętrz. Od tego czasu zaczęła prowadzić własną firmę projektową. W tym czasie jej stosunki z mężem znacząco się pogorszyły. Zaczął mieć do niej liczne pretensje o czas spędzany poza domem, robić awantury o wyjazdy służbowe, podejrzewać o romanse z klientami, rozliczać z zakupów i kontrolować wydatki. Anna doszła do ściany, bo chciała zadowolić męża, a jednocześnie nie chciała rezygnować z zajęć, które sprawiały jej przyjemność. Po wielu miesiącach rozmów i tłumaczeń, że potrzebuje niezależności i niezrozumienia ze strony męża, zaczęła myśleć o rozstaniu. Zdała sobie jednak sprawę, że nie ma żadnych odłożonych pieniędzy na wyprowadzkę, żadnych lokat, czy funduszy na wypadek utraty zdrowia. Jedyne, co posiada to kredyt na dom i połowę wartości tego domu, w którym mieszka przecież jej mąż. Jej własna działalność nie była jeszcze na tyle stabilna, żeby zapewnić jej stałe dochody. Anna poczuła przerażenie i bezradność. Poczuła się uwięziona w małżeństwie, w którym była coraz bardziej nieszczęśliwa. Miała wspólne finanse z człowiekiem, który wydzielał jej pieniądze na ubrania i kosmetyki. Mówił, że za mało zarabia, aby podejmować samodzielne decyzje finansowe. Nie miała do czego odejść, bo nie miała nic. Znalazła się w pułapce własnych wyborów – bycia matką i żoną.

Historia Anny jest historią wielu kobiet, które decydują się na pracę na rzecz rodziny i domu, i nie myślą o tym, co będzie, gdy zechcą odejść od męża. Nie budują swojej niezależności finansowej ufając, że w sytuacji rozstania mąż bez problemu podzieli się z nimi zgromadzonym przez lata wspólnego życia majątkiem. Tymczasem, słyszą: „ Mogłaś przecież pracować”. Jeśli odejdą, czeka je długa i upokarzająca batalia w sądzie o odzyskanie swojej części majątku. W polskich przepisach prawnych nie znajdą oparcia – nie istnieje pojęcie przemocy ekonomicznej. Odbywa się ona po cichu – bez krzyku i jawnej agresji. Jest raczej powolną formą ubezwłasnowolnienia, głęboko zakorzenionego stereotypowego myślenia o kobiecie, jak o pracowniku w domu, któremu jednak nie należy się wynagrodzenie za wykonywaną pracę. Kobiety te niejednokrotnie doświadczają przemocy ekonomicznej nie wiedząc, że to przemoc. Uznają taki stan za normę wierząc i ufając w to, co robi bliska osoba, która jest aktywna zawodowo i zarabia więcej. W przemocy ekonomicznej chodzi o stworzenie relacji opartej na kontroli i władzy.

  • kontrolowanie wydawanych pieniędzy
  • wydzielanie pieniędzy na utrzymanie
  • podejmowanie decyzji finansowych bez uzgodnienia
  • zaciąganie kredytów bez wiedzy lub pomimo sprzeciwu partnera/partnerki
  • uniemożliwianie pójścia/powrotu do pracy
  • niszczenie własności
  • niepłacenie alimentów

W przemocy ekonomicznej chodzi o stworzenie relacji opartej na kontroli i władzy. Wiele kobiet nie decyduje się na rozstanie, gdyż nie mają gdzie zamieszkać po odejściu, jednocześnie są dodatkowo uzależnione finansowo np. przez wspólny kredyt. Po odejściu zdarza się, że są zmuszone do powrotu, gdyż ich sytuacja ekonomiczna uniemożliwia samodzielne funkcjonowanie. W badaniach z 2014 roku przeprowadzonych w Polsce wynika, że 31% respondentów uważa, że można usprawiedliwić w związku wydzielanie i kontrolowanie wydatków partnera, jeśli ten nie zarabia. 18 % uważa, że można usprawiedliwić utrudnianie podjęcia pracy zarobkowej przez partnera i posiadanie własnych środków finansowych. 17 % respondentów uważa, że można usprawiedliwić niepłacenie alimentów. Sposób myślenia o przemocy psychicznej i ekonomicznej jest podstawą do jej podtrzymywania. Brak możliwości oparcia w prawie, przy jednoczesnych silnych stereotypach na temat roli kobiety i tworzenia relacji na zasadzie nierówności, sprzyja powstawaniu mechanizmów przemocy w związkach.

Z badania przeprowadzonego w 2010 r. dla Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej wynika, że kobiety stanowią 70 % ofiar przemocy ekonomicznej. Z ogólnopolskiego badania ankietowego z 2014 roku wynika, że większość Polaków myśli o przemocy w rodzinie w sposób stereotypowy, tzn. nie zalicza przemocy psychicznej, ekonomicznej czy seksualnej do kategorii przemocy.

A gdyby odwrócić sytuację, i zapytać:

Ilu mężczyzn czuje się ofiarą przemocy ekonomicznej, czuje się zwyczajnie wykorzystywanych finansowo przez partnerkę?

Czy niepodejmowanie pracy zawodowej i życie z pensji męża, który pracuje po 12 godzin dziennie jest przemocą (załóżmy, że dzieci są już w wieku szkolnym)?

Czy przyjmowanie drogich prezentów, wyjazdów, zabiegów, kupowanie drogich, niepotrzebnych ubrań, butów, kosmetyków może być przemocą, czy też nadużyciem wobec mężczyzny, który pracuje kilkanaście godzin dziennie, nie dosypia i  nie ma czasu  zadbać o siebie? W związku nie ma dzieci, bo kobieta nie chce, chce za to „pożyć”.

Czy kobieta, która nie pracuje, a żyje z alimentów na dzieci stosuje przemoc?

Czy kobieta, która po rozstaniu okrada byłego partnera pod jego nieobecność w mieszkaniu, do którego nadal ma klucze, stosuje przemoc?

Czy kobieta, która robi z siebie ofiarę przed sądem i żąda dożywotnio alimentów dla siebie, tylko dlatego, że mąż zarabiał kilkakrotnie więcej, stosuje przemoc?

Przemoc seksualna

Państwo Y mają od wielu lat problem z brakiem pożycia seksualnego. Anna od wielu lat nie ma ochoty na seks. Andrzej ma wysokie libido i nalega na kontakty seksualne. Czasami do nich dochodzi, ale Anna traktuje je jak przykry obowiązek, nie odczuwa przyjemności i zmusza się, aby sprawić mężowi zadowolenie. Mimo tego, Andrzej wymaga od niej seksu, szczególnie uważa, że powinna zaspokajać go oralnie. Anna realizuje potrzeby męża, mimo iż czuje do seksu coraz większą niechęć, a do siebie obrzydzenie. Jest przekonana jednak, że to z nią jest coś nie tak, że brak libido dyskwalifikuje ją jako kobietę. Podejmowała wiele prób terapii seksuologicznej – bez rezultatu. Anna nie widzi związku pomiędzy wycofaniem z relacji z mężem w ogóle, a jej niechęcią do seksu.

Odsunięcie od męża w dużym stopniu wiąże się z kolei z jego agresją słowną, ciągłą krytyką i pretensjami. Anna od lat boi się rozmawiać z mężem, chce w ten sposób uniknąć kłótni jednocześnie coraz bardziej zamykając się na kontakt z nim, również seksualny. Im bardziej ona się oddala, tym bardziej Andrzej nalega na seks, wymusza go lub czasem pod wpływem alkoholu zrywa z niej ubranie i gwałci ją. Anna sytuacji w związku nie widzi w kategoriach przemocy, jest przekonana, że to z nią jest „coś nie tak”. Bycie ofiarą i brak szukania drogi wyjścia z takiej relacji, stał się trwałym sposobem jej przystosowania do patologicznej sytuacji.

Przemocą seksualną w związku jest:

  • Wymuszanie seksu wbrew woli partnera
  • Wywieranie presji, aby partner realizował nasze fantazje seksualne
  • Zmuszanie do oglądania pornografii
  • Nie informowanie partnera, że jest się zarażonym chorobą weneryczną lub HIV
  • Zmuszanie do zaniechania stosowania środków antykoncepcyjnych lub oszukiwanie, że się ich używa
  • Wywoływanie poczucia winy jeśli partner odmawia seksu
  • Wyzwiska
  • Drwienie
  • Krytykowanie wyglądu
  • Uwodzenie innych osób w obecności partnera
  • Zdrada

Przemoc seksualna w związku jest tematem wstydliwym – ofiary nie mówią o niej bliskim, a tym bardziej nie zgłaszają problemu odpowiednim służbom. Podobnie jak Anna: tolerują przemoc, uczą się bezradności coraz bardziej wchodzą w rolę ofiary.

Agencja Praw Podstawowych Unii Europejskiej w swoim raporcie na temat przemocy seksualnej wobec kobiet podaje, że w Polsce niecałe 20 % kobiet doświadcza przemocy o tym charakterze ze strony partnera. Wypadamy całkiem nieźle na tle innych krajów UE, ale to dlatego, że w Polsce przemoc, a szczególnie przemoc seksualna, jest tematem tabu. Niezgłaszanie przemocy bardzo silnie wiąże się z wieloma stereotypowymi przekonaniami na ten temat:

„Żona powinna zaspokajać potrzeby męża”
„Seks jest obowiązkiem małżeńskim”

Dodatkowo istotny jest wpływ pornografii, która kształtuje nierealistyczne oczekiwania mężczyzn w zakresie tego, jak seks w związku powinien wyglądać. Andrzej oczekuje, że Anna będzie zawsze dostępna i gotowa na seks, tak jak kobiety, które wynajmuje do zaspokajania swoich fantazji w sieci. Nie pyta żonę o jej potrzeby, czy samopoczucie. Narasta w nim frustracja z powodu wycofania się żony z relacji seksualnej i jej bierności, nie widzi jednak swojego udziału w trwającej między nimi dynamice. Podczas terapii dowiaduje się, że stosuje przemoc i jest uzależniony od pornografii. Anna dzięki nazwaniu tej sytuacji przestaje ciągle czuć się winna i zaczyna stawiać mężowi granice. Andrzej zostaje skierowany na terapię indywidualną.

Przemoc w związkach

Dlaczego osoby doświadczające przemocy milczą?

Miasto Warszawa przeprowadziło akcję „Przemoc karmi się milczeniem”. Miała ona wspierać ofiary przemocy w rodzinie szczególnie w czasie pandemii. Organizacje pozarządowe, pomagające ofiarom przemocy odnotowały w tym okresie 50 % wzrost zgłoszeń dotyczących przemocy w rodzinie.

Osoby doświadczające przemocy miesiącami lub latami nie mówią o doświadczanej przemocy nie tylko dlatego, że się wstydzą czy boją, lecz dlatego, że z czasem wierzą, że to co robi, czy mówi sprawca przemocy jest „normalne”. Popychanie, wyzwiska, ocenianie, szantażowanie, lekceważenie i wiele innych przejawów przemocy fizycznej czy emocjonalnej staje się codziennością ofiar, a brak ich reakcji, milczenie wobec bliskich czy instytucji, jest wpisane w psychopatologię relacji ze sprawcą. W wyniku wieloletniego „prania mózgu” i wmawiania takiej osobie, że jest nic nie warta, że sobie nie poradzi, że nie powinna lub nie ma prawa czegoś dla siebie robić, zaczyna ona wierzyć w tak zawężony obraz rzeczywistości. Przyjmuje narrację sprawcy. Często wynika to z jej niskiego poczucia własnej wartości, lub z norm, czy wzorców jakie powinna realizować jako, na przykład, dobra żona i matka. Warto, też podkreślić, ze w instytucjach powołanych do pomocy ofiarom wciąż brakuje właściwego przeszkolenia w tym zakresie lub dalej pokutują stereotypy i myślenie, że: „gdyby tak się nie zachowywała, to on by ręki nie podniósł” lub odwrotnie w przypadku przemocy kobiet wobec mężczyzn: „ Jak to możliwe, że on sobie na to pozwala?”. Brak wsparcia, czasem brak nawet prostego pytania ze strony sąsiadów, rodziny, przyjaciół – „Co się u ciebie dzieje? Dlaczego masz siniaki? Dlaczego wezwałaś policję?” – skutkuje tym, że ofiary dalej milczą. Unieważniają własne doświadczenia i emocje, gdyż dla innych, często najbliższych, są one niewidzialne, ignorowane lub bagatelizowane. Otoczenie uznaje, że nie będzie się wtrącać, bo przecież nierzadko widzi ich jako dobrą zgraną parę , a dodatkowo jeszcze są dzieci, więc nie ma co niszczyć tego względnego spokoju „ładnego obrazka”. Nie tylko milczenie osób doświadczających przemocy, ale też ignorancja najbliższego otoczenia wobec tematu, trzymanie się stereotypów i zaniechanie pomocy sprzyjają podtrzymywaniu i utrwalanie postaw przemocy.

Siła stereotypu:

  • Rodzina odradza założenie sprawy karnej: „Po, co będziesz ciągać go po sądach, tylko mu tym zaszkodzisz”.
  • Teściowa mówi do synowej: „Jak możesz wzywać na niego policję, przecież to dobry dzieciak, tylko za dużo wypił”.
  • Przyjaciele widzą siniaki, pobicie, jednocześnie widzą lęk i wstyd ofiary przed zrobieniem obdukcji. Nikt nie mówi: „Musisz zrobić obdukcję, pojadę z Tobą”.
  • Psycholog w opiece społecznej na prośbę ofiary o wytłumaczenie sprawcy, czym jest przemoc, ponieważ ten zaprzecza iż jej używa – wysłuchuje narzekań sprawcy na jego ofiarę.
  • Dzielnicowy, przy zakładaniu niebieskiej karty poucza ofiarę, że gdyby więcej czasu spędzała w domu, sprawca przemocy byłby spokojniejszy.
  • Przy próbie uwolnienia się z przemocy sprawca sięga po pomoc prawną, bierze pełnomocnika, który, zastrasza ofiarę.

Często osoby powołane do pomagania ofiarom przemocy dopuszczają się wtórnej wiktymizacji. Zamiast realnie pomóc ulegają powszechnemu myśleniu, że osoba doświadczająca przemocy jest współodpowiedzialna, lub gdy zmieni swoje zachowanie przemoc ustanie. Nic bardziej błędnego. U osób doświadczających przemocy taka postawa społeczna utwierdza je w przekonaniu, że to z nią jest coś nie tak, że pomoc nie może być skuteczna, że sprawca i tak wygra, że jest sama…

Brak reakcji lub reakcje uciszające ofiarę w jej działaniach zatrzymujących przemoc jest powszechny w naszym otoczeniu. Ofiary milczą, ponieważ w danej chwili wydaje im się to właściwe, gdyż otoczenie milczy lub odradza radykalne działania prawne. Potrzebują zachęty, nazwania przemocy przemocą, aby opowiedzieć swoją historię i zmierzyć się z jej konsekwencjami. Każdy z nas może im w tym pomóc, pytając co się dzieje, wskazując drogę pomocy lub nazywając konkretne zachowania przemocą:

  • Bicie
  • Popychanie
  • Szarpanie
  • Kopanie
  • Rzucanie przedmiotami
  • Gwałt
  • Zmuszanie do seksu
  • Wyzywanie
  • Obrażanie
  • Grożenie
  • Szantażowanie
  • Upokarzanie
  • Poniżanie
  • Kontrolowanie rzeczy
  • Kontrolowanie prywatnych wiadomości – maile, wiadomości, bilingi
  • Lekceważenie
  • Wydzielanie pieniędzy
  • Kontrolowanie wydatków
  • Wymuszanie decyzji finansowych niezgodnych z wolą partnera

Hasło: „ Przemoc karmi się milczeniem” jest niezwykle aktualne. Milczenie podyktowane jest zaprzeczaniem, bagatelizowaniem, unikaniem tematu. Mechanizmy te niejednokrotnie wynikają z utrwalonych stereotypowych przekonań na temat ról w związku, czy przywilejów danej płci.

Rozpoznawanie przemocy i nazywanie jej przemocą jest dla osób jej doświadczających często punktem wyjścia do jakiejkolwiek zmiany. Umysł takiej osoby przyzwyczaja się do funkcjonowania w długotrwałym stresie i nie rozpoznaje już czynników zagrażających na co dzień.

Rolą osób, które widzą przemoc lub wiedzą o jej istnieniu jest przerwać milczenie i nazywać to, co się dzieje przemocą.